Pomoc dla ciężko chorego tłumacza

MAart Blog tłumaczeniowy

Szlachectwo zobowiązuje

Galicyzmy są to, najprościej rzecz ujmując, wyrazy zapożyczone z języka francuskiego, którymi inkrustowany (fr. incruster – „ozdabiać poprzez osadzanie elementów dekoracyjnych w zdobionej powierzchni”) jest nasz niekiedy obcy język polski. Galicyzmy tłumnie zagościły w naszym języku w XVIII w., kiedy to na dworach panowała moda na wszystko, co miało związek z Francją – ubiory, kosmetyki, książki, kuchnię i – rzecz jasna – język. Wówczas to człowiekowi dobrze wykształconemu nie wypadało nie znać języka Moliera. Do bon tonu (fr. bon ton – „dobry ton”) należały konwersacje prowadzone w tym właśnie języku.

Po co komu PowerPoint

Każdy, kto choć raz brał udział w konferencji czy szkoleniu, przyzna, że trudno by się było podczas nich obyć bez programu PowerPoint. To dzięki niemu możemy cieszyć oczy wspaniałymi wizualizacjami, które umilają nam nawet najnudniejszy wykład… Ale czy na pewno?

Po polsku przez nos

Samogłoski nosowe, takie jak ą czy ę, powstają, gdy powietrze wydobywające się z naszych płuc podczas mówienia jest wydmuchiwane nie tylko przez usta, lecz również przez nos. O tym, że powietrze faktycznie pokonuje taką drogę, najłatwiej się przekonać, kiedy mamy katar – wówczas z trudem wymawiamy słowa takie jak mąż czy węże.

Czym jest, a czym nie jest lokalizacja

Co kryje się pod pojęciem „lokalizacji”, które jest powszechnie stosowane w branży tłumaczeniowej? Nie chodzi przecież o żadne ze znaczeń zamieszczonych w słowniku języka polskiego. Jak pokrótce, a zarazem jednoznacznie i treściwie wytłumaczyć ciekawskim, którzy pytają, czym zajmuje się kierownik działu tłumaczeń i lokalizacji, że nie określa on zawodowo położenia różnych obiektów? Postaram się to uczynić w kilku poniższych akapitach.

Warszawa wielojęzyczna

Żoliborz, Wilanów, Belweder – już chyba dla mało kogo te nazwy brzmią obco. Przyzwyczailiśmy się do nich, a tymczasem za ich brzmieniem kryje się obce pochodzenie i nie są to bynajmniej jedyne spolszczone nazwy w Warszawie.

Wydaje się, że najwięcej takich nazw zawdzięczamy Sobieskim: królowi Janowi III i jego żonie Marysieńce. To dla niej na wzgórzu, gdzie dziś stoi kościół w pobliżu stacji metra Marymont, wybudowano pałacyk, od którego pochodzi nazwa stacji – franc. Marie Mont, czyli „Góra Marii”. Za nazwą, innej wówczas podmiejskiej rezydencji króla Sobieskiego kryje się natomiast nic innego jak spolszczenie łacińskiej nazwy Villa Nova, którą nowy właściciel nadał ówczesnemu Milanowowi.

O nieodzowności remamentu ;)

Znacie ten dowcip?

– Hej! Fama głosi, że używasz słów, których nie rozumiesz.
– To powiedz tej famie, że jest głupia, i vice versa!

Brzmi znajomo? Nie? A jednak bardzo wiele osób posługuje się słowami, których w ogóle nie rozumie, a co gorsza robi to bez mrugnięcia okiem, bez najmniejszego zastanowienia, i nawet nie czuje potrzeby sprawdzania znaczenia tych słów w słowniku.

Krowio!

Ah, la vache!” – francuska eksklamacja zawierająca element zaskoczenia połączony z sugestią niedowierzania, podziwu, zdumienia, szoku lub rezygnacji, w zależności od kontekstu sytuacyjnego. Tym sposobem tytułowe sformułowanie umieszczone na początku każdej wypowiedzi może służyć wyrażeniu najrozmaitszych emocji, wcielając się na tę potrzebę w szereg polskich odpowiedników: „O ja cię! Ale masz długie wąsy!”, „No nie, nie mów, że nie zdałem”, „Kurczę, a tak chciałam obejrzeć ten film…”. Stąd niejednego zdziwi zapewne, iż dosłownym i bezpośrednim znaczeniem rzeczownika „la vache” jest „krowa”. A zatem: „O krowa! Ale masz długie wąsy!”, „No krowa, nie mów, że nie zdałem”, „Krowa, a tak chciałam obejrzeć ten film…”.

Nasza mała globalizacja

„Z krakowskiego języka znikają bardzo krakowskie słowa, na ich miejsce wprowadzają się te, którymi mówią do nas ogólnopolskie media” – jak się okazuje, wskutek coraz częstszych migracji ludności oraz dominacji języka ogólnego w mediach polszczyzna traci swoje zróżnicowanie regionalne. Na jaką skalę i czy należy z tym walczyć? Zachęcamy do lektury opublikowanego na stronie Gazety Wyborczej artykułu o zanikających małopolskich regionalizmach.

 

Te straszliwe złożenia

Artykułem debiutującej w naszym blogu Gabrieli Galińskiej inaugurujemy nowy cykl tekstów na temat ciekawostek językowych z różnych stron świata. Zachęcamy do lektury!

Handschuhschneeballwerfer – w tym dwudziestopięcioliterowym słowie w pełni widać słowotwórcze możliwości języka niemieckiego. Wyraz Handschuhschneeballwerfer składa się z trzech wyrazów: Handschuh oznaczającego rękawiczkę, Schneeball oznaczającego kulę śnieżną oraz Werfer,czyli rzeczownika utworzonego od czasownika rzucać.

Subskrybuje zawartość